9 grudnia 2017

Dalsza działalność


Dobry wieczór, drodzy autorzy! 
Dziś przychodzę do Was nie z aktualizacją, postem eventowym czy reklamą współpracy, ale z jednym z ważniejszych postów organizacyjnych. 
Mianowicie nie chcę przed Wami ukrywać, że nasza dalsza działalność stoi pod sporym znakiem zapytania. Naprawdę nie wiem, co powinnam zrobić z Katalogowo. Oczywiście, możemy ciągnąć to dalej i udawać, że nie widzimy braku zgłoszeń nowych blogów, coraz mniejszej liczby zgłoszeń nowych rozdziałów, opowiadań, które zamierają po opublikowaniu prologu lub, w porywach, dwóch do czterech rozdziałów, Waszej niskiej aktywności... W skrócie znikomej żywotności blogosfery. 
Ale czy to na pewno dobry plan? Patrzeć, jak coś, co tworzyłam przez tyle lat, powoli kona i wiedzieć, że niepotrzebnie to przeciągam? Miałam ogromną nadzieję, że przeróżne eventy coś ruszą. Za nami jest przecież wiele zorganizowanych (i niemal równie wiele wycofanych z braku zainteresowania) konkursów. Włączyłyśmy się do mainstreamu, stworzyłyśmy fanpage na Facebooku i... nic. 
Dlatego piszę ten post. Nie chcę zignorować Was, autorów, bo to dzięki Wam Katalogowo istniało tak długo. Chcę więc wziąć pod uwagę Wasze zdanie. Co Wy o tym sądzicie? Próbować reanimować katalog dla tych nielicznych aktywnych, czy zamknąć, póki jeszcze jako tako trzymamy fason? :) 
Jeśli macie jakieś rady, jak urozmaicić i uatrakcyjnić naszą stronę, by jednak wciąż był to katalog, to chętnie wysłucham każdej opinii.

Ankiety w tej kwestii nie będzie. Może i zdobyłybyśmy więcej głosów, niż w komentarzach, ale zależy nam na czymś bardziej realnym od kilku cyferek na Waszych słowach. Po to przecież powstaliśmy :)

8 grudnia 2017

Nowe rozdziały

Dzień dobry,
Przypominam o ankiecie na „Rozdział miesiąca” po prawej stronie :)


Ice Queen oraz Ola – dostałyście odmowę z powodu niepełenych zgłoszeń. 

Rozdział 53. Stary wraca
Komandor podporucznik Robert Filgate był barczysty, wysoki prawie tak jak Dunmore i ubrany w ciemnogranatowy, jednoczęściowy kombinezon. Pod szyją miał fular w biało-błękitny rzucik.
– Zapisz jednego friedrichshafena na moje konto, dwadzieścia mil na wschodni południowy wschód od Margate – rzucił do Mildruma, po czym wbił spojrzenie jasnoniebieskich jak wysokogórskie stawy oczu w salutującego Tony'ego.
– A pan to kto? – zapytał surowym tonem.
– Kapitan Anthony Scolding, dowódca drugiej eskadry – przedstawił się Tony.
miriamcia668
Historyczne 



Rozdział siódmy 
— Ale myślałem, że wyjechałaś z Madrytu — drążył.
— Nie wyjechałam — wyjaśniła. Sergio zatrzymał się i zmarszczył czoło. — Mieszkam tu.
— Jak to mieszkasz? — powtórzył.
— Tak wyszło — wzruszyła ramionami. — Przypadkiem zostałam współwłaścicielką Knajpy Irmy. Irma to ta kobieta, z którą przyszłam. No i musiałam zostać tu na stałe. Właściwie to nie opuściłam Madrytu od naszego ostatniego spotkania.
— Czyli jesteś w Madrycie od dwóch miesięcy, a ja dopiero teraz się o tym dowiaduję. — Słyszała po jego tonie, że ta wiadomość go zirytowała, ale nie rozumiała, dlaczego, więc ściągnęła brwi.
Juliet 
FanFiction / Sport





http://dragon-story.blogspot.com/
Biały Lotos
Rozdział 2
– Nikogo nie zabijamy. Nikogo nie krzywdzimy. Nie porywamy dzieci, nie atakujemy – odparł, wpatrując się w te chłodne zielone oczy, które przeszywały go na wylot. – Macie chyba jakieś zaburzenia osobowości albo sklerozę. Raz jesteście agresywni, a innym razem rozmawiacie prawie jak ludzie. Kto tu jest nienormalny? Mówię po raz ostatni. Dajcie nam spokój. Nigdy się do was nie przyłączymy, nie będziemy współpracować. A od mojej rodziny trzymajcie się z daleka.
– Jeszcze zobaczymy. Kiedy przejrzycie na oczy… będzie już za późno – powiedziała, a z jej twarzy zniknął uśmiech.
Mari Kim
Fantastyka / Fantasy





47. Nic tak nie przypomina przyjaźni jak związki pielęgnowane w interesie miłości
– Cześć – przywitała się zaraz po zatrzymaniu. Poprawiła pasek od torby, wrzynający się w ramię, po czym zaczęła uważniej przypatrywać się chłopakowi. Poczuła strach przed niewiadomym, dlatego wzięła parę głębokich, uspokajających oddechów.
– Cześć? Tylko tyle masz mi do powiedzenia?
Ton Lupina idealnie obrazował jego stan. Był wkurzony.
– Cześć, Remusie?
– Nie wygłupiaj się, Liss – prychnął. – Możesz mi powiedzieć, dlaczego zachowujesz się tak dziwnie?
– Dziwnie?
– Tak.
– Tak?
– Czy zaczniesz, proszę, odpowiadać pełnym zdaniem, a nie tylko powtarzać moje słowa? – Oczy Remusa cisnęły błyskawice. Dziewczyna pierwszy raz, odkąd się poznali, widziała go w takim stanie. Zaczęła zastanawiać się, czym aż tak bardzo go zirytowała, przecież od ponad miesiąca prawie w ogóle nie rozmawiali.
W głowie Lissie zapaliła się lampka.
Może właśnie dlatego?
Ew
FanFiction/ Harry Potter / Czasy Huncwotów




Rozdział dwudziesty drugi
– To nie jest Camilla. – Natalia spoglądała to na jednego, to na drugiego wampira, trzymając w dłoni zdjęcie.
– Niby po czym to poznajesz? – Lucio w mgnieniu oka znalazł się obok partnerki. – Wyglądają identycznie.
– Oczy. – Wampirzyca wzruszyła ramionami i wskazała palcem kobietę widniejącą na fotografii. – Ona ma granatowe, a Camilla fiołkowe. Te nawet nie przypominają tych Camy.
– I to jest właśnie druga pilna sprawa, o której miałem ci powiedzieć. – Anton oparł się dłońmi o biurko. – Nasza Camilla ma siostrę, Sophię, a tak jak widać na zdjęciach, bliźniaczkę.
Adna
Fantastyka  /Fantasy

30 listopada 2017

Rozdział miesiąca – październik

kudikot




   Anellę zaskoczył widok Steena w bibliotece. Mężczyzna siedział na podwyższeniu za biurkiem, na miejscu, które ostatnio zajmowała ona. Ucieszyła się na jego widok, ale poczuła też ukłucie niepokoju.
            — Cześć — przywitała się niepewnie. — Już wróciłeś do pracy? Czy coś się stało?
            Steen pokręcił głową.
            — Nie. Ean znalazł kogoś na moje zastępstwo. — Uśmiechnął się. — Widzę, że dobrze zaopiekowałaś się moją biblioteką.
            Anella zarumieniła się.
            — Starałam się. Dobrze, że wróciłeś. — Zawahała się. — Co z Ballą?
            Steen wzruszył ramionami.
    — Żyje, tyle mogę powiedzieć. Przenieśliśmy ją do innej celi, ale nie wiem, dlaczego. Ean chyba chce ją przeciągnąć na naszą stronę.
             Anella wzdrygnęła się na tę myśl. Wciąż pamiętała swoją walkę z Ballą i nie chciała, żeby ktoś taki jak ona, zamieszkał wśród nich.
            — Wątpię, żeby mu się to udało. Ta dziewczyna jest tak samo uparta, jak jej brat — dodał Steen.
            Anella miała taką nadzieję.
            — Czemu w ogóle Ean chce to zrobić? — Zmarszczyła brwi.
            — Myśli, że Balla może nam powiedzieć coś o pozostałych ludziach Dannela. Wiesz, o tych, których nie udało nam się złapać.
    Anella pokiwała głową. Nie zapomniała o tym, choć chciałaby. Oreall wciąż nie był bezpieczny — nie, póki tacy ludzie chodzili na wolności, robiąc co im się podoba.
            Steen musiał zauważyć jej wyraz twarzy, bo uśmiechnął się pokrzepiająco.
            — Nie martw się. Nie ma wśród nich nikogo, kto stanowiłby dla nas zagrożenie.
    Dla nas, pomyślała. Ale co z innymi? Co ze zwykłymi ludźmi, którzy nie mieli magii do obrony? Czy poradziliby sobie w walce z magami? Anella wątpiła w to.
            — Mam nadzieję — odparła cicho.
            Następną godzinę lub dwie — Anella nie zwracała większej uwagi na upływ czasu — spędzili w milczeniu. Tak zwykle wyglądała ich praca, oboje nie należeli do gadatliwych. Wreszcie jednak Anella zdecydowała się przerwać ciszę.
            — Steen... — zaczęła niepewnie. — Wciąż nie masz zamiaru powiedzieć mi, o co chodziło Eanowi, prawda?
            Steen westchnął ciężko.
            — Nie zamierzasz odpuścić, co?
            Anella zawahała się i pokręciła głową.
            — Tak myślałem. Kiedy stałaś się taka uparta? — W jego głosie nie było jednak nagany.
            Anella zaczerwieniła się.
            — Ja... Nie wiem — przyznała.
            Steen machnął ręką.
            — Nieważne. I tak ci nie powiem. Zapomnij o tym.
            Anella spuściła wzrok, postanawiając nie naciskać go bardziej. Nie chciała go zdenerwować.
            Może faktycznie lepiej zapomnieć, pomyślała. Wątpiła jednak, by się jej to udało. Nie zaszkodzi jednak spróbować. Od dzisiaj nie będę już o tym myślała, postanowiła. Jeśli Eanowi tak na tym zależy, sam będzie musiał powiedzieć mi, o co chodzi.
    Powoli mijały kolejne godziny. Ciszę przerywały jedynie odgłosy przewracanych stron. Anella ostrożnie obchodziła się z książką, nad którą pracowała. Była stara, z pożółkłymi i miejscami podartymi kartami. Trzymała się jedynie dzięki magii, a ta zaczynała już powoli wyparowywać z jej wnętrza.
            Anella nie wiedziała, do kogo należała. Prawdopodobnie do kogoś, kto już od dawna nie żyje. Dlatego też przypuszczała, że nie będzie miał nic przeciwko, jeśli zabierze część z tej magii. Niebezpiecznie przypominało to kradzież, ale Anella tłumiła wyrzuty sumienia. To tylko magia, mówiła sobie. Tak naprawdę nie można jej ukraść, prawda?
    Na tym właśnie polegała jej praca — siedziała w bibliotece, pilnując książek i naprawiając te najstarsze, z których magia już niemal całkiem uleciała. I, chociaż niewiele się działo, Anelli bardzo to odpowiadało.
    Drzwi otworzyły się nagle, a dziewczyna aż podskoczyła. Do środka wpadła Stace — wyraźnie zdyszana, jakby biegła całą drogę z... skąd właściwie?
            — O rany, nie uwierzysz, co ta idiotka wymyśliła! — zawołała do Anelli, zatrzymując się tuż przed podwyższeniem, oddychając ciężko. Machnęła w stronę drzwi. — Musisz to zobaczyć! Po prostu brak mi słów!
            Anella otworzyła usta, zamknęła je i spojrzała na Steena, który zmarszczył brwi.
            — Coś się dzieje? — zapytał, podnosząc się.
            Stace wstrzymała go gestem.
    — Chyba nic na tyle poważnego, żeby wymagało interwencji. Na razie, przynajmniej. Dzień dobry, tak w ogóle. Przepraszam, że tu tak wpadłam. — Zwróciła się do Anelli: — Idziesz?
    Co tam się dzieje? Czy to niebezpieczne?, pomyślała dziewczyna, ale wstała. Zawahała się, zerkając na Steena. Mężczyzna skinął głową, siadając z powrotem.
            — Idź — powiedział. — Tylko uważaj na siebie.
            Anella wzięła swój płaszcz i dołączyła do Stace.
            — Chodzi o Lonnie? — zapytała.
    — A o kogo innego? — Stace westchnęła. — Co ta dziewczyna ma w głowie, ja nie wiem... Ale muszę przyznać, że stanowi niezłe widowisko.

    Nie musiały iść daleko, bo zaledwie dwie ulice dalej natrafiły na zgromadzenie ludzi. Anella mieszkała w Oreall już kilka miesięcy, ale nie mogła sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz widziała w mieście taki tłum. Zatrzymała się kilka kroków od niego.
            — Co jest? — Stace spojrzała na nią.
            — Czy to bezpieczne?
            Stace wzruszyła ramionami.
            — Raczej tak. Większość jest tutaj, żeby posłuchać. Chodź, nie chcesz usłyszeć, co ona mówi?
    Już stąd do uszu Anelli dobiegał głos Lonnie, stojącej gdzieś na przeciw zgromadzenia. Dziewczyna coś wykrzykiwała, choć z powodu odległości ciężko było wychwycić poszczególne słowa.
            Perspektywa przedzierania się przez tłum sprawiła, że Anellę przeszły ciarki.
            — Nie, ja chyba... Postoję tu.
            — Jak sobie chcesz, ja tam zamierzam...
            Zanim jednak zdołała coś dodać, odezwał się ktoś inny.
            — Trzeba przyznać, że ta dziewczyna wie, jak wywołać zamieszanie.
    Anella spojrzała przez ramię. Ean poszedł bliżej, uśmiechając się lekko. Nie wyglądał na przejętego czymkolwiek, wydawał się wręcz zrelaksowany. Stanął obok dziewczyn i skrzyżował ręce na piersi.
            — Cześć, Staceallo, Anello. Nie powinnaś być w bibliotece? — zwrócił się do drugiej z dziewczyn.
            Choć nie była to nagana, dziewczyna i tak się zaczerwieniła.
            — Steen pozwolił mi iść zobaczyć, co się dzieje.
            Ean pokiwał głową.
            — I co o tym myślisz?
            — Ja... — Anella spojrzała na zgromadzenie z niemałą obawą. — Nie wiem. To wygląda na coś poważnego.
            Ean sceptycznie uniósł brew.
    — Tak myślisz? Moje doświadczenie z takimi ludźmi mówi mi, że zazwyczaj kończy się na gadaniu. Mimo to, nie zamierzam popełnić tego samego błędu, co z Dannelem — dodał ciszej. — Nie zignoruję tego. Evas powinien niedługo wrócić do miasta, w razie czego przywróci ich do porządku.
            Evas?, pomyślała Anella, wzdrygając się lekko. Czy naprawdę spodziewa się, że będzie aż tak źle? Spojrzała na Eana. Nie potrafiła go odczytać, kiedy tak stał, obojętnym wzrokiem wpatrując się w zgromadzenie.
    A to sprawiło, że przypomniała sobie jego tajemnicze polecenie sprzed kilku dni. Potrząsnęła głową. Przecież już zdecydowała, że nie będzie o tym myśleć.
            Ean nagle ruszył pewnym krokiem przed siebie.
    — Zamierza pan tam iść?! — zawołała zaalarmowana Stace, doganiając go. — To może być niebezpieczne! Nie wszyscy tam są do pana przyjaźnie nastawieni, wie pan!
            Mężczyzna uśmiechnął się lekko.
            — W takim razie ufam, że mnie obronisz.
    Anella zawahała się przez chwilę, a potem szybko dołączyła do nich. Na szczęście, trzymali się z daleka od środka zgromadzenia, zamiast tego przemykając bokami, gdzie nie było tak wielu ludzi. Większość z nich, widząc idącego Eana, rozstępowała się na boki, robiąc mu przejście.
    Dotarli wreszcie na sam przód, ale wciąż trzymali się z boku, kryjąc w cieniu jednego z budynków. Lonnie stała przed tłumem, krzycząc coś z zapadłem. U jej boku stało kilka osób, wśród których Anella rozpoznała jedynie Rux.
            — Zasługujemy na sprawiedliwość! — krzyczała Lonnie. — Na dobre, prawe rządy! Nie na tego potwora, którego nazywamy władcą tego miasta!
            Anella skrzywiła się i spojrzała na Eana. Mężczyzna opierał się plecami o budynek, w którego cieniu się kryli i, ku jej zaskoczeniu, z całkowitym spokojem przyglądał się Lonnie, przekrzywiając lekko głowę.
            — Nie możemy pozwolić, żeby robił, co chce! Grozi własnym ludziom, traktuje ich jak śmieci! — kontynuowała dziewczyna. — Tak nie może być! To musi się skończyć! Rządy tyrana muszą dobiec końca!
            Niektórzy w tłumie przyglądali się zamieszaniu w ciszy, ale sporo było takich, którzy okrzykami zgadzali się z Lonnie. To oni martwili Anellę najbardziej, bo znaczyło to, że dziewczyna nie była tak odosobniona w swoich przekonaniach, jak się na początku wydawało.
    Lonnie wciąż krzyczała, powtarzając cały czas to samo, tylko w innych słowach. Mówiła też to, co na pierwszym spotkaniu, a coraz więcej ludzi jej przytakiwało.
            Anella zerknęła na Eana i zmarszczyła brwi. Mężczyzna wciąż przyglądał się wszystkiemu, zachowując spokój.
            — Nie zamierzasz się bronić?
            Pokręcił głową, uśmiechając się lekko.
    — Nie, chyba że zwrócą się do mnie bezpośrednio. Jeśli wtrąciłbym się teraz, znalazłaby jakiś sposób, żeby obrócić to przeciwko mnie. Jak już mówiłem, nie pierwszy raz radzę sobie z czymś takim.
            To wyjaśniało ten spokój. Anella zastanowiła się. Jak często miały miejsce takie protesty? Od jak dawna Ean w ogóle rządził Oreall?
            Zaufaj mu, powiedziała sobie. Wie, co robi. Mimo to, nie potrafiła przestać się martwić.
    Cieszyło ją, że nikt z tłumu zdaje się nie zwracać na nich uwagi, dlatego jej serce przyspieszyło gwałtownie, kiedy ktoś zaczął przepychać się w ich stronę. Zaraz jednak odetchnęła z ulgą, rozpoznając w tej osobie Sandra.
            — Tak myślałem, że gdzieś tu cię widziałem, ale nie byłem pewny. — Mężczyzna uśmiechnął się szeroko. — Cześć!
    I objął ją na przywitanie. Anella zaczerwieniła się i niezręcznie odwzajemniła uścisk. Jej serce ponowiło swoje szaleńcze tempo bicia.
            — Ja... Co tu robisz? — wykrztusiła, kiedy Sander ją puścił.
    — Chciałem zobaczyć, co się dzieje — wyjaśnił. — Myślałem, żeby może użyć magii, żeby ich trochę uspokoić, ale... — Zerknął na Eana.
            — Nie użyłeś? — zapytał mężczyzna.
            — Nie. Pamiętam, co mi pan kiedyś mówił.
            Ean skinął głową.
    — To dobrze. W takiej sytuacji użycie magii mogłoby wiele pomóc, ale też wyrządzić nieodwracalne szkody. Trzeba być subtelnym.
            — Mam spróbować ich uspokoić? — Sander wskazał na coraz bardziej rozgorączkowany tłum.
            Ean zastanawiał się przez chwilę.
    — Nie — powiedział wreszcie. — Jesteś dobry, ale nie na tyle, żeby wpłynąć na nich tak, żeby tego nie zauważyli. A jeśli zauważą... Cóż, wściekną się jeszcze bardziej, a ja będę musiał się tłumaczyć, dlaczego używam magii, żeby zmusić ludzi do posłuszeństwa. Póki tylko sobie gadają, nic nie rób. Masz jednak moje przyzwolenie, jeśli zaczną być w jakikolwiek sposób agresywni. Na to nie możemy pozwolić.
            Anella zastanowiła się. Czy Ean nie był Magiem Umysłowym jak Sander?
            — A ty nie możesz nic z tym zrobić? — Z pewnością miał więcej doświadczenia i umiałby subtelniej wpłynąć na tłum.
            Ean zerknął na nią kątem oka.
            — Nie, nie mogę.
            Dziwne, pomyślała dziewczyna. Jakby się nad tym zastanowić, to nigdy nie widziałam, żeby używał magii. Dlaczego? Co go powstrzymuje?
    — Dobra — powiedział Sander. — Nie użyję magii. I muszę już iść, bo tak naprawdę powinienem być w pracy — przyznał, wyszczerzając zęby w uśmiechu. — Chciałem się tylko przywitać. Do zobaczenia!
            Kiedy odszedł, Ean westchnął.
    — Właśnie to mnie martwi — mruknął pod nosem, tak cicho, że Anella niemal go nie dosłyszała. — Odciąga ludzi od pracy. — Spojrzał beznamiętnie w stronę Lonnie, ale szybko otrząsnął się. — Ja też muszę już iść. Nie mogę marnować czasu na takie bzdury. — Do zobaczenia. — Uśmiechnął się na pożegnanie i również odszedł.
            Dziewczyny patrzyły jak znika w bocznej alejce. Przynajmniej tym razem trzymał się z daleka od tłumu.
            — Martwię się o niego — powiedziała nagle Stace. — To nie jest dla niego dobre.
            Anella spojrzała na nią.
            — Jak dobrze go znasz?
    — Wcale — przyznała dziewczyna. — Rozmawiałam z nim chyba tylko raz, zaraz po tym jak pojawiłam się w mieście. Ale lubię go, to dobry człowiek. No i przystojny — dodała z łobuzerskim uśmiechem.
            Anella aż parsknęła, próbując powstrzymać śmiech.
            — Naprawdę?
    — No co? Nie mam racji? — Stace uśmiechnęła się jeszcze szerzej. — Zresztą, nieważne. Ja tam widzę, że ty już sobie kogoś znalazłaś.
            Anella spojrzała na nią bez zrozumienia.
            — Co?
            Stace uniosła brwi.
            — No jak to co? Sander. — Szturchnęła ją lekko. — Nie myśl, że tego nie widziałam.
            Anella spłonęła rumieńcem.
            — Nie jesteśmy razem — zaprotestowała słabo. — To tylko przyjaciel.
            Stace wzruszyła ramionami.
    — Jak tam sobie chcesz. Na twoim miejscu brałabym się za niego, zanim ktoś inny zrobi to pierwszy. Widać, że on też cię lubi. Na co czekasz?
            Anella pokręciła głową. Czas kończyć tę rozmowę, pomyślała.
            — Muszę już iść — powiedziała. — Steen pewnie się martwi.
            — To idź. Ja tu jeszcze zostanę. Jakby coś się działo, dam ci znać.

    W głowie Anelli kotłowało się od myśli i chyba było to widoczne, bo Steen spojrzał na nią, marszcząc brwi, kiedy tylko wróciła do biblioteki.
            — Aż tak źle?
            Anella zawahała się i pokręciła głową. Nie ma potrzeby, żeby go martwić, pomyślała. Pokrótce streściła mu to, co działo się na zewnątrz, pomijając jednak obecność Eana i niepokojącą liczbę ludzi, popierających Lonnie.
            Mimo to, mężczyzna westchnął ciężko.
            — Tylko tego nam brakowało — mruknął pod nosem, lecz i tak go usłyszała.
            — Coś się stało?
            Steen uciekł wzrokiem w bok.
            — Nie, nie. Wszystko w porządku, nie martw się — odparł szybko.
            Kłamie, pomyślała Anella i już otwierała usta, ale rozmyśliła się. Nie powinna tak na niego naciskać, jeszcze by się na nią wściekł i co by wtedy zrobiła? Pokręciła lekko głową, wymusiła uśmiech i wróciła do pracy. Dowiem się później, postanowiła.
            Kilka godzin później przyszła Stace, zmęczona i z włosami w nieładzie.
            — Obiecałam, że przyjdę, jakby coś się działo, no to jestem.
            Anella zesztywniała.
            — Co się stało?
            Stace pokręciła głową.
    — Zależy, ile osób za nią podąży — powiedziała. — Lonnie chce, żebyśmy przestali pracować, żeby zmusić Eana do wysłuchania jej.

© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger.